poniedziałek, 22 grudnia 2008

stand-by aka autopilot

Poranki zimowe nie sprzyjają tłuczeniu się autem 40km po prostej drodze do pracy. Mało zakrętów, ciepełko, ciemno, radio gra, tylko spać. Jadę więc zazwyczaj na 'stand-by', czyli prawie bezwiednie i automatycznie kierując a myślami jestem jeszcze pod kołderką.

Dziś jednak to już było przegięcie - oczy zamykały się same, jakby te małe siłowniki w powiekach się popsuły, albo powieki przybrały na wadze. Na poważnie myślałem o zjechaniu na pobocze i dospaniu godzinki, aż się rozwidni.

Ok, wiem że nie ma żadnych siłowników, to była przenośnia.

Muszę chyba zainwestować w blow

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz